Taśmy Gudzowatego - analiza rozmów Oleksego z Gudzowatym

Ujawnienie taśm z nagranymi rozmowami Józefa Oleksego i Aleksandra Gudzowatego wstrząsnęło sceną polityczną Wydarzenie to stało się tematem numer jeden programów publicystycznych, informacyjnych, debat ekspertów zajmujących się tematyką polityczną. Przeważa jednak, ku mojemu zdziwieniu, bez refleksyjna analiza słów zapisanych na taśmach. Treści przyjmowane są dosłownie, bez większej próby zrozumienia dialogu w kontekście sytuacji obu Panów – co nie prowadzi do ujawnienia pełnej prawdy o tych wydarzeniach. Rolą mediów jest nie tylko dosłowne przekazywanie informacji, ale także poprzez usta ekspertów, dziennikarzy specjalizujących się w danej tematyce, czy nawet osób mających doświadczenie polityczne, tłumaczenie wydarzeń odbiorcom i umożliwienie pozyskania tak szerokiej informacji na dany temat, że odbiorca będzie potrafił wyrobić sobie własną opinię.

  Opublikowane stenogramy z taśm na stronach „Dziennik Online” pozwalają na bardziej pogłębioną analizę zjawiska. Najpierw przyjrzyjmy się głównym aktorom spektaklu. Występują Józef Oleksy, oraz Aleksander Gudzowaty. W tle pojawia się Jan Bisztyga, były oficer wywiadu PRL, który towarzyszy obu Panom. Pierwszy jest byłym premierem rządu Rzeczpospolitej Polskiej (marzec 1995 – styczeń 1996 r.), wcześniej członek PZPR, uczestnik obrad okrągłego stołu po stronie rządowej. Człowiek sprawujący najwyższe funkcje w aparacie partyjnym Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Odsunięty od władzy przez Leszka Millera. Uwikłany w walki frakcyjne wewnątrz partii. Bohater afer agenturalnych (oskarżano go o współpracę z wywiadem), które nieustannie burzyły jego karierę polityczną. Bez wątpienia Józef Oleksy jest działaczem partyjnym o ogromnym doświadczeniu politycznym, oraz bardzo poważnych ambicjach. Uważa się za człowieka skrzywdzonego przez swoich partyjnych kolegów, którzy nie garnęli się specjalnie do niego po sprawie „Olina” (Oleksy pod tym pseudonimem miał być szpiegiem na rzecz Rosji). Zarzuty w tej sprawie nigdy nie zostały potwierdzone, jednak można powiedzieć, że złamały jego karierę i pozbawiły stanowiska premiera.

  Druga postać spektaklu to znany i bardzo przedsiębiorczy biznesmen. Aleksander Gudzowaty jest jednym z najbogatszych ludzi w Polsce. Jego majątek jest szacowany na ponad 3 mld złotych. Początki budowania imperium to wczesne lata 90’te, kiedy to zdołał przekonać rosyjskie władze do przyjmowania w zamian za gaz ziemny produktów żywnościowych i przemysłowych (handel barterowy). Pod koniec lat 90’tych wszedł w ostry konflikt z rządem Jerzego Buzka, oraz z Gazpromem (rosyjskim partnerem w handlu gazem). Nowe władze Gazpromu nie chciały już współpracować w ramach umów zawartych przez stary zarząd. Obecnie interesy Aleksandra Gudzowatego są kojarzone z biopaliwami. W sektor ten zainwestował kilkaset milionów złotych. Bez wątpienia Aleksander Gudzowaty jest biznesmenem potrafiącym obracać się w środowisku polityków. Trudno przypuszczać, że interesy prowadzone na taką skalę nie mają wsparcia politycznego. Zapis rozmów pomiędzy Oleksym, a Gudzowatym sugeruje jego bliską znajomość z wieloma prominentnymi działaczami Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

  Na marginesie należy wspomnieć, że sektor biopaliw w ostatnich miesiącach przeżywał dość burzliwą debatę nad rządową ustawą, która okazała się mniej korzystna dla producentów, niż początkowo zakładano. Chodziło o zwolnienia podatkowe, które ostatecznie nie zostały wprowadzone w zapowiadanym kształcie. Przedsiębiorstwa, które zainwestowały miliony w infrastrukturę przygotowując się na wejście w życie projektowanych regulacji uznały, że sektor ten przestał być tak zyskowny jak początkowo zakładano. Sprawa biopaliw doprowadziła do kryzysu rządowego, który kreował Wicepremier i minister rolnictwa Andrzej Lepper twierdząc, że regulacje wprowadzone przez Ministerstwo Finansów skierowane są przeciw interesom polskich rolników.

  Tyle wstępu, a teraz zobaczmy, co na taśmach faktycznie się znajduje.
Analiza zapisów rozmowy Oleksego i Gudzowatego nie może być pozbawiona informacji o tym jak i w jakim celu doszło do spotkania obu Panów. Rozmowa toczy się w atmosferze biesiady. Panowie raczą się dobrym jedzeniem i alkoholem. Przebieg wymiany zdań ma charakter czysto prywatny. Oleksy zachowuje się w sposób zdecydowanie sugerujący, że czuje się w tym otoczeniu bezpieczny, a gospodarza traktuje jak bardzo bliskiego znajomego,.
Z jego słów jasno wynika, że czuje się skrzywdzony przez swoich kolegów partyjnych, których oskarża o udział w działaniach mających za cel odsunięcia go od władzy. Jest gadatliwy i pełen negatywnych emocji, które stara się wyrazić w najprostszy sposób, a więc poprzez wypowiadanie plotek, pomówień, różnego rodzaju przypuszczeń. Jego rozmówca jest bardzo oszczędny w słowach. Na każde kilkadziesiąt słów Oleksego pada zaledwie kilka Gudzowatego. Widać, że gospodarz ma świadomość mikrofonów rejestrujących całe zdarzenie. Wielokrotnie podpuszcza swojego rozmówce do dalszych zwierzeń, szuka sensacji.

Gudzowaty: A Kwaśniewski brał?

G: A Borowski co teraz robi?

G: Z czego on żyje?

Oleksy: No, o Millerze ze mną debatował. (nieczytelne)
Oleksy: Tak go to musi drążyć...
Gudzowaty: Jak, jak?
Oleksy: Tak go to musi drążyć, że ledwo siedliśmy, już za trzy minuty o Leszku mówił mi. Jaki ch..., jaki zawzięty, jaki nieuczciwy, jaki cyniczny.

Gudzowaty: A jakieś skandale masz czy nie? Coś się dzieje czy nie?


Oczywiście sam Oleksy prezentuje postawę osoby, która „chce się wygadać”. Plotkuje bez żadnych skrupułów.

Gudzowaty: A Kwaśniewski brał?
Oleksy: Nie odpowiem ci na to pytanie, bo nie byłem przy tym. I jeżeli brał, to nie osobiście.
G: Miał psy spuszczone?
O: Tych zegarków miał od cholery i nosił je kur..., nie wiadomo po co. (...) Wszyscy się dziwią, że chodzą tam wycieczki i oglądają to jego mieszkanie. To jest 400 metrów kwadratowych.
G: Ale z zewnątrz oglądają?
O: Z zewnątrz. Apartament na rogu, przy samej szosie, bez kawałeczka ogródka, to jest były prezydent.
G: Widocznie Krauze nie miał komu sprzedać
O: I jaka chodzi wersja? Że dostał w prezencie od Krauzego. Nie miał wyboru i lada moment to sprzeda po prostu. Jego sprawa, ale głupio wybrał, bo musi budzić zdziwienie, że były prezydent bierze ci apartament tak ch... jak ten. Co z tego, że duży, jak niemieszkalny?
Bisztyga: A oni gdzieś budują dom?
O: Podobno w Jazgarzewie. Kupili przecież w Kazimierzu całe wzgórze od Jaśka Wołka. To jest ten artysta. Byłem tam. Piękne. Też nie wiem na kogo, bo nie na siebie, ale sam Jasio wybierał, przyjaciel mojej żony. Ale ich sprawa, ja nikomu nie zazdroszczę. Tylko że gdyby ktoś się zawziął, to apartament u Krauzego to jest minimum 4,5 mln zł. Przecież to jest 400 m, tam chodzi po 11 tys. metr, to policz sobie, ile to kosztuje, ten 400-metrowy apartament. Dom w Kazimierzu – nie umiem tego wycenić, ale na pewno jest to droga sprawa. Jazgarzew 6 ha działki z asfaltową drogą zrobioną do samego domu przez pola. I to nie jest wszystko. Ma tego majątku trochę. Jak zderzysz jego wynagrodzenia prezydenckie, a nawet Joli dochody, no to co z tego, że ona ma 100 tys. za ten program w telewizji (TVN Style), by się wstydziła tam występować.
G: Miesięcznie?
O: Nie, do grudnia. Za całość kontraktu. I robi takie pierdoły, rozumiesz. Raz oglądaliśmy to z Majką i więcej nie oglądam. Siedzi wyfiokowana Jola i gada. Przez 15 minut czy więcej uczy obywateli, jak jeść bezę. Że bezy nie można kroić nożem i widelcem, bo może trysnąć. Że trzeba zdjąć kapelusik od bezy. I to jest k… program pierwszej damy! By się wstydziła takie programy prowadzić. Teraz on (Kwaśniewski) ma dołączyć jeszcze na kolejne 10 tys., ale nie uzbiera, żeby nie wiem jak się naharował, to nie uzbiera tyle, ile potrzebuje na wylegitymizowanie tego. (...)
O: Oluś zawsze był krętaczem, i to małym krętaczem. Za co się brał, zawsze spier.... I to zjednoczenie lewicy też spier...
G: Ale żonę miał ładną.
O: No, ale niestety za dużo tych liftingów.
G: Czego?
O: Liftingów.

  Jest uszczypliwy, złośliwy. Wylicza Kwaśniewskiemu zegarki, domy. Opiera się właściwie na samych przypuszczeniach i swoich subiektywnych spostrzeżeniach. Oczywiście prezentuje tutaj brzydką cechę, ale dość powszechną w naszym społeczeństwie. Jest zawistny o sukces drugiego człowieka i równocześnie cieszy się z potencjalnych problemów, jakie mogą z tego wyniknąć Warto zwrócić uwagę na to, że pomimo słów ewidentnie szkalujących kolegę określa go wręcz pieszczotliwie „Oluś”.. To są na pewno bliscy znajomi, pomiędzy którymi dochodzi do pewnych napięć, ale pomimo wszystko Oleksy czuje do byłego prezydenta towarzyską sympatię. Zupełnie inaczej mówi o Borowskim, którego chyba raczej nie lubi.

Oleksy: Kasa i tak wypływa partyjna przecież do Borowskiego, do paru innych.
Gudzowaty: Tak?
O: Ale oczywiście! Nie zwróciłeś uwagi, bo co cię to obchodzi, że Borowski wyciągnął koszty kampanii prezydenckiej, pięćset tysięcy, a SLD cztery i pół miliona. Tylko, że Cimoszewicz miał trzy tygodnie kampanii, a Borowski trzy miesiące.
Bisztyga: Kręcił w rozliczeniu?
O: Pewnie!
(...)
G: A Borowski co teraz robi?
O: Bezrobotny!
G: Jak to?
O: On nie pracuje nigdzie.
G: Z czego on żyje?
O: U żony jest zatrudniony. Jego żona Alina, bardzo przedsiębiorcza kobieta.
G: Tak?
O: Sprywatyzowała ten Kopexim.
G: Kopexim?
O: Tak. To stara centrala handlu zagranicznego. Jedna z tych największych. Ona tam była dyrektorem, wicedyrektorem. W wąskim gronie, był taki czas, że można było nomenklaturowo de facto sprywatyzować. Oni to zrobili i ona jest dużym właścicielem tego.

  Oleksy stara się przedstawić Borowskiego jako „umoczonego” i przegranego. Bez ogródek określa go jako bezrobotnego, prawie że na garnuszku żony. Równocześnie jednak traktuje go jako równego sobie. Zupełnie inny stosunek wyziera ze słów o obecnym Przewodniczącym Sojuszu Lewicy Demokratycznej Wojciechu Olejniczaku.

O: [Wojciech] Olejniczak (lider SLD – red.) był w moim zarządzie i słowa nie słyszałem przez dwa lata, żeby mu się jakieś aferki w SLD nie podobały. Wszystko mu się w SLD podobało. A teraz wielki nowy Sojusz. A ten cały [Grzegorz] Napieralski [sekretarz generalny SLD – red.] był u mnie wiceprzewodniczącym z mojej rekomendacji. K..., nikt tego nie pamięta.

  Oleksy jest rozżalony, że ludzie których on „rekomendował”, „wprowadzał”, dla których powinien być mentorem i oczywistym zwierzchnikiem wiodą teraz prym i kierują organizacją partyjną.

O: Jak narcyz. Nic nie umie, w żadnym języku słowa nie umie. To jest lider młodej, europejskiej lewicy?! Do cholery.

  To oczywiście o Olejniczaku, którego ewidentnie uważa za nie nadającego się na lidera Sojuszu. W podtekście można sądzić, że prawdopodobnie siebie widziałby na jego miejscu z poczuciem, że przywrócony zostałby prawidłowy układ w partii. Świadczyć też o tym mogą późniejsze doniesienia medialne wskazujące na to, że Józef Oleksy chce zostać nowym Przewodniczącym Mazowieckiego SLD, a w konsekwencji Przewodniczącym Partii. Jeżeli potraktować przebieg rozmowy z Gudzowatym jako wstęp do decyzji o działaniach mających na celu przywrócenie Oleksego na pierwszą linię polityki to słowa przez niego wypowiadane nabierają zupełnie nowego znaczenia. To już przestaje być nieobyczajne obgadywanie. Oleksy w swoich bezwzględnych ocenach może usiłował wytłumaczyć dlaczego ponownie chce objąć stery Sojuszu. Przesłanie wydaje się proste. Olejniczak jest niekompetentny, a w podtekście: trzeba go zastąpić. Można oceniać to wydarzenie jako rodzaj „próby” przed działaniami ofensywnymi. Możliwe, że ton Oleksego wynika w dużej mierze z przeświadczenia o tym, że wykreowanie go na nowego lidera może wymagać zniszczenia reputacji kolegów. Szkaluje przecież równo wszystkich bez specjalnych ulg dla kogokolwiek skupiając się jednak na największych potencjalnych przeciwnikach politycznych: Aleksandrze Kwaśniewskim i Marku Borowskim. Poświęca obu Panom dużo uwagi, ale bardziej zależy mu na obmówieniu Kwaśniewskiego, którego prawdopodobnie postrzega jako główną przeszkodę dla swoich planów. Do Millera Oleksy czuje zdecydowaną niechęć związaną z poczuciem krzywdy, jaką Miller miał mu wyrządzić przejmując władzę w Partii po aferze Olina. Aleksander Gudzowaty nie wydaje się specjalnie przejęty, ani zdziwiony słowami wypowiadanymi przez rozmówcę. Jest raczej zaciekawiony. Takie plotkarskie rozmowy nie są dla niego specjalną nowością. To może sugerować, że nie tylko z Oleksym rozmawia na różne tematy w tym tonie. Czy Oleksy mógł chcieć wykorzystać Gudzowatego do rozsiania plotek na temat swoich politycznych wrogów? Tego się raczej nie dowiemy. Sam Józef Oleksy uporczywie twierdzi, że nagrana rozmowa miała charakter czysto rozrywkowy. Może woli być postrzegany jako plotkarz niż jako gracz polityczny stosujący najbardziej wyrafinowane sztuczki z zakresu manipulacji?
W trakcie rozmowy przewija się wątek protekcji, interesów. Oleksy ewidentnie chciał coś załatwić. Wypytuje Gudzowatego o jego interesy.

O: Kreujesz coś nowego w gospodarce?
G: Przecież wy mi na nic nie pozwalaliście
O: Pozwalaliśmy ci na wszystko.
G: Ta…
O: Mnie nie chciałeś, bo miałeś komitywę z Kwaśniewskim i Millerem, a ja ci byłem niepotrzebny. Ja bym ci załatwił, to byłoby możliwe.

Chce załatwić pracę dla kolegi. Interesowność całego spotkania wydaje się ewidentna.

O: A mógłbyś rekomendować do pracy w twoim banku na Wybrzeżu zdolnego menadżera bankowego?
G: (nieczytelny fragment)
O: Nie, w Gdańsku, bo tam gość mieszka. Jest z PKO BP.
G: Do banku nikogo nie rekomenduję, bo bank jest (nieczytelne)
O: Ale w Gdańsku?
G: We Wrocławiu
O: Ale nie na dyrektora. Żeby go przejęli z PKO BP.
G: Na razie, nie. Naprawdę. Nie wiemy, czy utrzymamy ten bank jeszcze.
O: No, to już nie wiem.
G: Ale powiedz, co słychać u twojego Olusia (Kwaśniewskiego – red.)?
O: Uciekasz mi z wątków protekcyjnych. Ile ja mam tych pozycji do ciebie? Małych rzeczy.
G: A co robi Szmajdziński?
O: Nie rozmawiam z nim w ogóle. Uważam go za buca nadętego.

  To także rzuca nowe światło na całe nagranie. Gudzowaty jak już wcześniej wskazywałem podpuszczał Oleksego do różnego rodzaju plotkarskich wypowiedzi. Oleksy przyszedł do Gudzowatego z dwiema sprawami. Jedną z nich była ewentualna pomoc w zdobyciu lukratywnego stanowiska dla kogoś mu bliskiego, oraz rozpytanie się o możliwość zrobienia interesu. Licząc na porozumienie z gospodarzem stara się go zadowolić. Gudzowaty oczekuje sensacji, plotek, obgadywania. Oleksy mu to daje. Bez namysłu. Bez ostrożności. Może wiedział, że Gudzowatemu sprzedaje niewiele warte pomówienia. Czy polityk o takim doświadczeniu naprawdę w tak otwarty sposób mówiłby o niemalże kryminalnych sprawach swojego bezpośredniego otoczenia politycznego? Praktycznie nie reaguje na przewijające się nieustannie wypowiedzi Gudzowatego wyrażające pogardę dla rozmówcy. To może świadczyć o ukrytym celu jaki miał Oleksy uczestnicząc w tym spotkaniu. Nie chce obrazić Gudzowatego i przyjmuje bez większych protestów kolejne szykany.

G: Wy jesteście wszyscy rycerze parteru.
O: Rycerze czego?
G: Parteru.
O: Barteru?
G: Parteru, zero kondygnacja.
O: Dobre określenie. Będę używał.

G: Ja ci powiem. Cokolwiek się nie stanie, to będzie dla was za mało. Naprawdę.
O: Mów: dla nich.
G: Dla ciebie też, bo ty brałeś w tym wszystkim udział.
O: We władzy brałem udział w swoim okresie.
G: Mieliście w dupie tę Polskę, ci też mają na zmianę, jeszcze nie wiedzą…
O: Ja nigdy nie miałem!
G: Oj tam!
O: Moja sitwa i owszem, miała w dupie.
G: Masz wielką kuchnię.
O: Jaką kuchnię?
G: Byłeś gruby jak beczka jak byłeś premierem. Teraz jesteś w miarę zwykłym człowiekiem.
O: (nieczytelne) … kiedy nie mają argumentów przeciwko komuś, wtedy tak atakują
G: Ja nikogo nie atakuję.
O: Teraz ze mną na solo nie wygrasz. Ja bardzo dużo czytam, odświeżam umysł i kur... będę jak brzytwa.

O: Nie mów „wy”, bo ja nie jestem w żadnej grupie.
G: Politycy!
O: Politycy to jest barachło.

G: A wracając do twojego przyjaciela Millera i Kwaśniewskiego, żeby tak razem ocenić. To są takie skończone żule...
O: Teraz odkryłeś?
G: ...i takie chu.. i taka młodzieżówka.
O: I obaj mnie zwalczali w różnych fazach.
G: To nawet dobrze było, że cię zwalczali.

O: Porzuciłeś mnie brutalnie, jak tylko upadłem!
G: Ja nie przyjmuję w ogóle takich inwektyw. (...) Jak sobie przypomniałeś, to dzwoniłeś.
O: Ale potem uznałem, że nie mogę być natrętny.
G: A co tam takie: „upadłem”
O: (...) Tak, i w związku z tym zaraz się odwrócili ode mnie, ale że ty również?
G: Ja się nie odwróciłem i ty dobrze o tym wiesz. Nie kokietuj jak stara pierdoła. Idź się odlej, to sobie przypomnisz, że jesteś chłop.
O: Ja nie kokietuję, ja ci wyrzucam.
G: Masz kumpli (...), którzy cię podtrzymują na duchu. Myślę o Millerze.
O: Nie mam kumpla Millera.

  Oleksy dzielnie znosi najgorsze wyzwiska wypowiadane bez wątpienia pod jego adresem. Okazuje się, że Józef Oleksy ma „w dupie Polskę”, jest grubasem i „kokietującą” „starą pierdołą”. Ten moment, gdzie Oleksy z entuzjazmem o politykach mówi powtarzając za Gudzowatym: „Politycy to barachło!” jest niezwykle upokarzający. Przecież Józef Oleksy jest politykiem i to nie od wczoraj. Z entuzjazmem sam siebie obraża. Podobnie zresztą we fragmencie, kiedy w identyczny sposób Gudzowaty nazywa polityków „zerami”, a rozmawia przecież z politykiem. Do kogo więc kieruje swoje słowa? Wydaje się, że właśnie do swojego rozmówcy. Wielokrotnie wraca złośliwie do tematyki związków kumpelskich Oleksego z Millerem. Robi to pomimo wiedzy o tym, że obaj panowie nie żywią do siebie ciepłych uczuć. Musi o tym wiedzieć, bo przecież sam Oleksy o tym mówi. Poniża, obraża, traktuje z wyższością, daje do zrozumienia, że rozmawia z kimś, kto budzi jego obrzydzenie.

  Aleksander Gudzowaty wydaje się bezwzględnym manipulantem. Z radością zdobywa materiał mający w przyszłości pogrążyć jego rozmówcę. Nie daruje sobie nawet tej przyjemności, żeby Oleksego dodatkowo poniżyć i obrazić. Odmawia mu pomocy w sprawach, które Oleksy chciał załatwić wprowadzając dodatkowy element do układanki. Zwabiony polityk nie tylko niszczy swoją karierę, pomawia kolegów, niszczy swoją wiarygodność dla otoczenia, przyjmuje z uśmiechem obelgi i ostatecznie niczego nie załatwia. Gigantyczna cena za porażkę.

  Słowa Oleksego obnażają pewnego rodzaju drugie oblicze polityków. Okazują się oni zwykłymi ludźmi, ze wszelkimi malutkimi cechami przeciętnego Polaka. Zawiść, plotkarska natura, radość z cudzej krzywdy. Obnażone zostają również mechanizmy ekonomicznego aspektu działalności politycznej. Afera Rywina już wcześniej odkryła przed nami pewne uwarunkowania działalności politycznej. Jednakże to dopiero Józef Oleksy opowiedział nam, że działania o charakterze korupcyjnym wśród polityków zajmujących najwyższe urzędy państwowe są czymś powszechnym. Jest to tak mało szokująca sfera działalności, że szerokie kręgi rozmawiają o tym bez specjalnych emocji. Mówią o tym pomiędzy pasztetem, a bułeczką. Oleksy nie potępia Kwaśniewskiego pomawiając go o posiadanie nielegalnego majątku. On tylko się śmieje, że „Oluś”, „mały krętacz” nie będzie się mógł „wylegitymizować” ze swoich pieniędzy. Może Józef Oleksy wie jak się lepiej załatwia takie sprawy? Kto jest „wielkim krętaczem” według Oleksego? Warto poznać odpowiedź na to pytanie.
Kolejne potwierdzenie zyskują tezy o korupcjogennych i patologicznie bliskich związkach pomiędzy wielkim biznesem, a polityką. Gudzowatemu politycy nie dają zarobić. Oleksy uważa, że po prostu zwrócił się do niewłaściwej osoby, grupy.

  Pojawiają się komentarze, że taśmy Gudzowatego wyciekły do mediów właśnie teraz, ponieważ „stara gwardia” jak można określić Włodzimierza Czarzastego i Józefa Oleksego podejmowała pierwsze kroki mające na celu przejęcie władzy w SLD. To dość ciekawa teza, jednak z punktu widzenia szerszej perspektywy raczej błędna. Ugrupowania polityczne, które oskarżały SLD o „zgniłe elity” nie mają interesu w tym, aby nie dopuścić do przejęcia władzy w szeregach przeciwnika politycznego przez osoby skompromitowane. Powiedziałbym nawet, że w interesie Prawa i Sprawiedliwości byłoby wysunięcie się Oleksego i jego „kręgu” na pierwszą linię Lewicy. Byłby to wręcz idealny cel dla wszelkich oskarżeń o nieprawidłowości, agenturalną przeszłość, beton komunistyczny. Woda na młyn dla każdego wystąpienia publicznego reprezentantów koalicji rządowej. Równocześnie przejęcie władzy przez Oleksego zniszczyłoby kształtującą się nową lewicę. Młodzi działacze zostaliby odsunięci, a przywróceni sprawdzeni koledzy sprzed lat. Sojusz Lewicy Demokratycznej znowu musiałby się tłumaczyć ze swoich PZPR’owskich korzeni, oraz różnych afer, które już dawno odeszły w mroki historii. Równocześnie wyciągnięcie taśmy w okresie przedwyborczym skompromitowałoby partię w sposób niebywały. To mogłoby zdmuchnąć ze sceny politycznej cały ruch lewicowy. Tymczasem taśmy pojawiają się teraz. Boleśnie ranią lewicę, ale równocześnie „detonują” sytuację w dość bezpiecznym czasie. Przypadek, czy wkalkulowane, celowe działanie? Paradoksalnie najwięcej skorzystać na tym może Wojciech Olejniczak. Ma unikalną szansę oczyszczenia SLD z resztek „starego układu”. Jako lider Sojuszu ma niezbyt silną pozycję. Powracający do aktywnej polityki Aleksander Kwaśniewski, oraz Józef Oleksy mogą być dla niego autentycznym zagrożeniem. Tymczasem w okamgnieniu sytuacja diametralnie się zmieniła. Były premier zapowiada rozliczenie się z działalności politycznej i pożegnanie z Partią. Były prezydent będzie najprawdopodobniej pytany przez dłuższy czas głównie o złote zegarki i nieruchomości. Ograniczy to z całą pewnością swobodę ruchu i naznaczy piętnem „małego krętacza”.

  Na koniec ciekawa refleksja Józefa Oleksego w programie Moniki Olejnik „Kropka nad i”. Gdzie właściwie kończy się sfera publiczna w życiu polityka? Czy jest takie miejsce, albo czas, kiedy polityk staje się zwykłym Kowalskim? Odpowiedź wydaje się dość szokująca i równocześnie oczywista: podsłuchy i nagrania zniszczyły ostatnie bastiony prywatności w polityce. Od teraz nawet we śnie polityk powinien być „publiczny”, albo musi pogodzić się z ryzykiem, że jego chwila słabości może zostać uwieczniona na taśmie. Zniszczenie tego w sumie fikcyjnego poczucia prywatności może być prawdziwym krokiem milowym na drodze do oczyszczenia tej sfery życia publicznego z nieformalnych układów i grup interesów o korupcjogennym charakterze. Józef Oleksy przegrał, bo poczuł się zbyt pewnie i zbyt swobodnie. Znajdzie się śmiałek, który w równie otwarty sposób będzie rozmawiał o interesach na styku z polityką i o swoich kolegach partyjnych? Teraz wszystko będzie trudniejsze.


*cytaty ze stenogramów: "Dziennik Online", http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=36593

Marcin Rafalowicz