Struktura polskiej sceny politycznej dziś i jutro

Już na początku kadencji obecnego parlamentu wielu politologów i komentatorów wskazywało, że celem braci Kaczyńskich jest zmiana struktury polskiego parlamentu. Prawo i Sprawiedliwość miało wedle tych opinii zagarnąć dla siebie całą centrolewicę (w rozumieniu lewicy programowej) jako swój naturalny elektorat. Dalszym krokiem miało być powolne rozszerzanie swoich wpływów na tę część wyborczej układanki, która preferuje radykalniejsze postawy ideologiczne. Co ciekawe elektorat PiS wyróżnia się dość specyficznym zestawem poglądów. Jest zdecydowanie pro-socjalny, z czego PiS świetnie zdaje sobie sprawę. W świadomości sztabowców PIS ten fakt na pewno został odnotowany, o czym świadczą elementy kampanii wyborczej, gdzie liberalizm był przedstawiany jako koncepcja antagonistyczna w stosunku do programu Prawa i Sprawiedliwości. Mentalność roszczeniowa miesza się ze zdecydowanym katolicyzmem. Mamy tutaj wyborców zarówno hołdujących wypaczonej wizji kościoła lansowanej przez Radio Maryja, jak i bardziej umiarkowanych w swoich poglądach na świat i religię. Ludzie Ci od lat żyją w przekonaniu, że wszystkim sterują układy. Widzą to na co dzień w swoich szkołach, pracy, różnych urzędach. Nie ma co oczekiwać, że widząc to wszędzie wokół siebie nie będą tego przekładać na świat, który nie jest już dostępny dla ich bezpośredniej obserwacji. Przesadna niekiedy "układologia" braci Kaczyńskich jest koncepcją bliską sercu tej części społeczeństwa. Trudno byłoby chyba znaleźć większą grupę społeczną deklarującą pogląd na dzisiejszą Polskę, jako kraj wolny od układów i "kolesiostwa". 

   Powyżej wskazany docelowy elektorat PiS jest także adresatem zabiegów Ligi Polskich Rodzin, która ma tylko jeden dodatkowy element w postaci ideologii nacjonalistycznej. Agresywne odniesienia do narodowych socjalistów i symboliki nazistowskiej są domeną Młodzieży Wszechpolskiej, która jak wiadomo jest młodzieżówką LPR. Nacjonalistyczne nutki brzmią także w deklaracjach światopoglądowych PiS, ale są one zdecydowanie stonowane w porównaniu z działalnością wspomnianej Młodzieży Wszechpolskiej. Można z dużym prawdopodobieństwem sądzić, że Prawo i Sprawiedliwość teoretycznie ma ogromną szansę wchłonąć LPR, jako swoje radykalne prawe skrzydło, i w ten sposób skonsolidować elektorat, który nazwijmy lewicowo-narodowościowym.
Mam jednak wątpliwości czy zakusy Prawa i Sprawiedliwości na Samoobronę nie okażą się czymś zupełnie nietrafionym. Wydaje się, że Samoobrona jako partia protestu, debiutująca aktualnie w roli partii współrządzącej ma elektorat, który w sposób dość wyraźny identyfikuje się z tą partią dla samego Andrzeja Leppera. Samoobrona jest partią, która wbrew niektórym prognozom na dłużej zagości na salonach polskiej sceny politycznej.
Wielce prawdopodobne jest to, że Samoobrona wchłonie PSL, który robi absolutnie wszystko, aby tak się stało. Aktywność medialna posłów i działaczy tej partii jest praktycznie zerowa, a Andrzej Lepper, jeśli nie popełni jakiegoś kardynalnego błędu uderzającego rolników po kieszeni, może z łatwością okazać się atrakcyjniejszym kandydatem na reprezentanta całej polskiej wsi.

  SLD ze swoim żelaznym elektoratem, który jest nie tylko lewicowy, ale też antyklerykalny, to Gracz o dość stabilnych fundamentach. Elektorat ten jest nie tylko zjednoczony ideologią, ale także stosunkiem do historycznego konfliktu na linii PRL - Solidarność. SLD odbudowuje wpływy i stara się wypromować swój nowy wizerunek z przewodniczącym Olejniczakiem jako, następcą Aleksandra Kwaśniewskiego. Wielu porównuje go do Leszka Millera, ale jest to w mojej ocenie absolutna pomyłka. Pamiętajmy, że to Kwaśniewski jako lider SdRP wypromował młodą wtedy partię. Teraz ma być podobnie, a więc Olejniczak ma odnieść sukces wyborczy podczas następnych wyborów parlamentarnych, a następnie możliwe, że będzie kandydatem na prezydenta. Gładkolicy i medialny przewodniczący SLD może okazać się trudnym przeciwnikiem dla niezgrabnego medialnie Kaczyńskiego.
Została nam właściwie już tylko Platforma Obywatelska, która miota się pomiędzy aspiracjami do partii masowej, a chęcią zajęcia stabilnej pozycji na liberalno-prawicowym centrum o zacięciu społeczny, które można zdefiniować jako zdecydowanie konserwatywne.

  Wydaje się, że następne wybory parlamentarne mogą nam nieco rozjaśnić sytuację polityczną. Jest wprawdzie dużo czasu i może się okazać, że PiS nie poradzi sobie z LPR, ale widziałbym następną kadencję sejmu jeśli nie bez LPR, to jako niewielkiego ale wiernego dozgonnie koalicjanta PiS'u. Główna partia rządząca, o ile nie potknie się o własnych działaczy i nieodpowiedzialne pomysły zagrażające względnej stabilizacji ekonomicznej, powinna w rankingach poparcia oscylować pomiędzy 20-35%. Platforma Obywatelska wydaje się będzie miała bardziej stabilne poparcie w granicach 20-30% ze względu na status opozycji. Sojusz Lewicy Demokratycznej wydaje się największą zagadką. Można się pokusić o tezę, że SLD może nas jeszcze zaskoczyć. Nie widziałbym tutaj jakiś oszałamiających wyników, ale myślę, że do 20% jest to realna szansa tej formacji. Samoobrona nie powinna przekroczyć 18% i ten poziom uważam za wyczerpanie możliwości tej partii pod względem wyborczym.

  Zagadką tej układanki jest tak naprawdę nie tyle rozkład głosów, bo to jest rzecz nieprzewidywalna, co relacje wzajemne pomiędzy odświeżonym SLD i Platformą Obywatelską. W chwili obecnej wygląda na to, że przyjaźniejsze relacje pomiędzy tymi dwiema partiami są absolutnie niemożliwe. Sojusz ubiera się w szaty pro-socjalnej lewicy, a Platforma nawet nie spogląda w jego stronę obawiając się nie tylko toksycznego środowiska Sojuszu, ale zapewne również nagonki, jaką partie rządzące zorganizowałyby w takiej sytuacji. Wydaje się jednak, że Sojusz, który powróciłby do części swoich liberalnych zapatrywań na gospodarkę z certyfikatem "czystych rąk" mógłby pokusić się o stworzenie dość egzotycznej koalicji z Platformą Obywatelską. Mam wrażenie, że taka większość mogłaby o wiele stabilniej sprawować władzę niż obecny triumwirat.

Marcin Rafałowicz