Samoaborcja z wiarą w reinkarnację*

Do władzy dochodzi się na ogół nie tyle dzięki własnemu rozumowi, ile dzięki wytrwałej głupocie przeciwnika
Jerzy Drobnik

  Kampania wyborcza PiS-u, której formalne rozpoczęcie obwieściło zmaterializowanie się premiera Kaczyńskiego na bilbordach, to zgrabny „fikołek socjotechniczny”. Po pierwsze dlatego, iż kluczowa strategia czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości polega na finezyjnym przekształceniu kadrowych porażek w rzekomy i warty wręcz nagłośnienia sukces ekipy rządzącej. Jarosław Kaczyński publicznie przyznając się do pomyłek w ocenie moralności osób powoływanych na kluczowe stanowiska w państwie, sygnalizuje, że jak każdy człowiek jest czasem nazbyt ufny, czasem zbyt mało dociekliwy. Suma summarum przynosi to konkluzję o zwykłej ludzkiej omylności i jest ważnym przedwyborczym ukłonem w stronę elektoratu. Elektoratu, który skłonny jest wybaczyć błędy swoim rządzącym i szybko o nich zapomnieć, gdy omamiony zostanie ideą wszechobecnej równości. Przeciętny wyborca-egocentryk nie kwapi się, by choćby przed samym sobą przyznać do niewiedzy w jakiejkolwiek dziedzinie. Teza o równości staje się więc przyczółkiem dla rozplenienia przeciętności i mierności. Ta, odczytywana jako stan naturalny, winy dopatruje się w przemierzających korytarze sejmowe wyksztaciuchach z partii opozycyjnych, którzy posługując się językiem niezrozumiałym dla ogółu, śmią wytykać błędy obecnej władzy. Cnotą staje się więc utożsamianie rządzących z rządzonymi poprzez przyznanie się do tych samych słabości i wad. Zyskują oni dzięki temu glosy, jakże wrażliwego na tego typu połechtanie własnej próżności, wyborców. Ci bowiem mogą odczuć błogie zadowolenie łudząc się, iż niczym nie różnią od osób znajdujących się na szczytach władzy. W końcu to „nic” to tylko takie tam wykształcenie, pozycja społeczna i miesięczna pensja. I oczywiście parę jeszcze przywilejów. W sumie drobnostka, która „równych” statutem społecznym posłów i senatorów różnicuje na tych równych i równiejszych. Równi korzystając ze wszystkich dobrodziejstw, co równiejsi, na czas kampanii starają się dyskretnie pominąć ten fakt, wzmacniając znaczenie swojej równości dzięki nieustannemu odwoływaniu się do mądrości narodu. Wrogiem zaś stają się ci, którzy nieopatrznie popełnią błąd i wyjaśnią, że to liczenie się z powszechną opinią publiczną oponentów politycznych to tylko zabieg manipulacyjny. W końcu „tłum zawsze pójdzie za pozorami i sądzi według wyniku, a na świecie nie ma jak tylko tłum, mniejszość bowiem nie liczy się, kiedy opinia większości wspiera się na autorytecie państwa”.**
 
  Reasumując. Premier wplątując aferę gruntową i związane z nią aresztowania Janusza Kaczmarka, Konrada Kornatowskiego i Jaromira Netzla w kampanię wyborczą, pokazuje oblicze dalekosiężnie myślącego stratega politycznego. W sposób stanowczy bowiem demonstruje, iż PiS spełnia przedwyborcze obietnice co do materii zwalczania przestępczości, korupcji i zniesienia nieformalnego uprzywilejowania prawno – politycznego funkcjonariuszy publicznych i ludzi biznesu. Spektakularne aresztowania zapewniają więc przetrwanie, jakże złudnej idei o sprawiedliwości społecznej, która materializuje się w formule o równości wobec prawa. Zapomniano jednakże, iż „prawo nie stwarza sprawiedliwości. Nie jest ono niczym innym jak wyjaśnieniem i zastosowaniem tego, co już przez samo zaistnienie uznane zostało za sprawiedliwe”.***

  Po drugie. Uporczywe obstawanie opozycji przy tezie, iż premier zwalcza układ, którego sam jest twórcą zaczyna awansować do kategorii political fiction. Wymuszone przymierze pomiędzy liderami wszystkich ugrupowań, pozwala premierowi szafować dyskredytacyjnymi porównaniami. Zapominając, iż jego macierzyste ugrupowanie przez dwa lata pozostawało w koalicji z Samoobroną i LPR, oskarża Donalda Tuska o „współdziałanie” z ugrupowaniem, którego lider ma mieć postawione poważne zarzuty w aferze „gruntowej”. Jakby „seksafera” i afera „wekslowa” były zarzutami mniejszego kalibru. Jednak widocznie tak było, skoro Jarosław Kaczyński nie zdecydował się wówczas wystąpić z wnioskiem o zdymisjonowanie Andrzeja Leppera. Zwłaszcza, iż zawsze stał na stanowisku, iż ludzie, wobec których pada choćby cień podejrzeń powinni zostać pozbawieni możliwości pełnienia funkcji publicznych aż do momentu oczyszczenia się z rzekomych pomówień lub oskarżeń. Toteż, mimo, iż Roman Giertych twierdzi, że „premier miał zasady, teraz je zakleją”, uporczywie nadużywana antykorupcjogenna retoryka może okazać się kluczem do sukcesu wyborczego PiS-u. Zwłaszcza, iż „nadcnotą” staje się umiejętność  podjęcia zdecydowanych działań likwidujących patologie we własnych szeregach. W konsekwencji zastosowana taktyka może przyczynić się do powolnego przewartościowania w ocenie tej partii przez elektorat. Ogólne wrażenie wzmocni ponadto skonfrontowanie działań rządu w sprawie afery „gruntowej” i przecieku o akcji CBA z „bezczynnością” władzy w sprawie afery „Rywina” czy „Jednorękich bandytów” za rządów SLD. Pognębiony więc zostanie jednocześnie, i to niezwykle skutecznie, LiD, którego nowa – stara twarz Aleksandra Kwaśniewskiego przypominać będzie o zdeformowanym tworze – III RP.

  Po trzecie „człowiek z zasadami” pokazuje, iż nawet najbardziej niekorzystna prawda nie tylko z pomocą samych dysponentów władzy potrafi ujrzeć światło dzienne, ale, że problem może zostać skutecznie rozwiązany wyłącznie przez nich samych. Podrzucając swoistego rodzaju kukułcze jajo w postaci domniemanego agenta III RP – Janusza Kaczmarka, Jarosław Kaczyński wskazuje, że tylko dalsza konsekwentna polityka ministra sprawiedliwości może niezaprzepaścić tak ciężko osiągniętego sukcesu. Wniosek – ponowna wygrana PiS-u to gwarancja rozwikłania zawiłości funkcjonowania powiązań polityczno -  biznesowo - przestępnych w III RP. Szach w tej rozgrywce polega na zbyt dużym zaangażowaniu opozycji w wyjaśnianie wątpliwości co do kwestii źródła przecieku. Samo już bowiem zainteresowanie rewelacjami Janusza Kaczmarka i próba zrozumienia sytuacji, dzięki interpretacji polityków PiS-u, zyskuje rangę obrony przestępców, z którymi minister Zbigniewu Ziobru (zgodnie z nowa deklinacją narzuconą przez Prokuratora Generalnego) stara się bezwzględnie rozprawić. Żądanie powołania komisji śledczych do spraw: śmierci Barbary Blidy i afery „gruntowej” to podpisanie na siebie wyroku. W konsekwencji próba przecięcia „gordyjskiego węzła spekulacji” oraz analiza doniesień prokuratury spotyka się z oskarżeniem w tych czasach najcięższego kalibru – działania na rzecz podtrzymywania przy życiu mafijnego układu III RP. Słowo - symbol zyskało wymiar wszechobecnego zła, swoistej zgnilizny, której stęchlizna odczuwalna jest nawet u podstaw budowania IV RP. „Perfumą” dla niej ma być właśnie bezwzględna i surowa polityka karna ministra sprawiedliwości, konsekwentnie popierana przez premiera i prezydenta. W rezultacie partie opozycyjne, zwłaszcza najsilniejsze ugrupowanie – PO, znajdują się w sytuacji, gdy mat dla nich staje się coraz bardziej realny. Ostatecznie, „prawdziwa cnota komisji się nie boi”****, a PiS jak widać nie odmawia jej powołania. Wszakże nie zgadza się na nią w obecnej kadencji Sejmu, ale nie widzi przeszkód dla jej zaistnienia w przyszłej.

  Po czwarte – „wielki polityk, tak jak dobry dozorca domu, wie, że czystkę trzeba robić codziennie”^. Toteż rozpoznanie układu i jego wyeliminowanie równoznaczne jest, obok zdyskredytowania oponentów politycznych i zmniejszenia liczby ugrupowań w parlamencie, z usunięciem potencjalnych kontrkandydatów w samym PiS-ie, wykazujących zbytnią samodzielność. To także nieustanne demonstrowanie niekwestionowanej pozycji przez Prezesa Rady Ministrów, który jako wielki motorniczy wskazuje, który trybik się zużył i podlega wymianie. Jego miejsce może zając inny, zuniformizowany, niezarażający „rdzą wątpliwości” pozostałych elementów systemu.
 
  Ostatecznie więc kampania wyborcza Pis-u ma na celu znaczące osłabienie konkurencji politycznej, a opowiadanie się za samorozwiązaniem Sejmu wzmagać ma wrażenie niemożności funkcjonowania rządu w atmosferze zmowy pomiędzy „przestępcami”. Jednocześnie warta uwagi jest kwestia istnienia (nie) formalnego porozumienia pomiędzy PiS-em a LiS-em co do wyboru kozła ofiarnego. Platforma Obywatelska wskazywana jest przez nich jako partia politycznie bezjakościowa. Niedawni koalicjanci rozgrywając pomiędzy sobą partię ping – ponga słownego zajadle atakują PO, którego rola sprowadza się do piłeczki, zatrzymującej się raz po raz to na jednej połowie stołu, to na drugiej w celu repliki. Platforma nie potrafi odnaleźć się w wymuszonej sytuacyjnie roli naturalnego sprzymierzeńca SLD, Samoobrony, LPR – u, PSL – u czy Prawicy Rzeczpospolitej w wytykaniu błędów partii rządzącej. Jej zachowanie przypomina reakcję psa pozostającego na uwięzi, który jest agresywny wobec wszystkich, którzy się do niego zbliżą. Skutecznie samoistnie przyczynia się do podtrzymywania stereotypu o byciu ugrupowaniem bezalternatywym, żądnym władzy i chcącym skłócić Polaków. Jedno jest pewne. Platforma nie umie się zdystansować w stosunku do narzucanej przez PiS koncepcji prowadzenia kampanii. Było to wyraźnie widoczne podczas konferencji jej członków ofiarowujących szare mydło w „podzięce” za prezenty w postaci czekolady i tabletek na uspokojenie. PiS już narzucił formę kampanii wyborczej i język, teraz gra pierwszoplanową rolę w poszczególnych aktach. Pozostałe ugrupowania są bezinicjatywnymi dublerami w sztuce. Elektorat zaś to wyłącznie widzowie, którzy powinni zastanowić się nad logicznym uzasadnieniem poszczególnych oskarżeń, gdyż „Pogłoska to fletnia/ Dmucha w nią domysł, lęk i podejrzenie/ (…)podwaja echem wszystko co ją trwoży”^^. Pod ich rozwagę oddaję także ocenę przedwyborczych obietnic i dotychczasowej polityki i działań poszczególnych partii politycznych, gdyż wystarczy obejrzeć się wstecz, by przekonać „w iluż urnach wyborczych złożono popioły społecznych nadziei”^^^.

Monika Gmurek

*        Sms widza Szkła kontaktowego, 03 wrzesień 2007
**      Nicollo Machiavelli, Książę, wydanie dowolne
***    Pierre Joseph Proudhon
****  Bronisław Komorowski, Co z tą Polską?, 30 sierpień 2007
^       Autor nieznany, A great statesman, like a good housekeeper, knows that cleaning has to be done every morning.
^^    W. Shakespeare, Henryk IV, przeł. St. Barańczak, Wydawnictwo Znak, Kraków 1998, str. 185 i 267
^^^  Stanisław Fornal