Prawo i Sprawiedliwość we własnych sidłach?
Afera „rozporkowa” może okazać się potknięciem nie do odrobienia dla naczelnego strategia Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego. Od samego początku krytykowana koalicja z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin sięgnęła wyżyn kompromitacji. Najpierw skandaliczne informacje o powiązaniach działaczy Młodzieży Wszechpolskiej z grupami mającymi poważny sentyment do symboliki i jak można przypuszczać ideologii nazistowskiej. Asystentka europosła Macieja Giertycha okazuje się zamieszana w sprawę. Oczywiście następuje szereg działań mających ograniczyć negatywny PR jaki doniesienia medialne robią nie tylko Lidze Polskich Rodzin, ale właściwie całej koalicji. Jednak rewelacje „Gazety Wyborczej” z 4 grudnia spowodowały absolutnie nową sytuację na scenie politycznej. Kompromitacja na ogromną skalę praktycznie całego kierownictwa Samoobrony. W roli głównej występuje Andrzej Lepper i Stanisław Łyżwiński. Obaj równie wiarygodni. Oczywiście starają się bronić, ale wychodzi im to fatalnie. Partyjni koledzy dają popisy niekompetencji wypowiadając się w sposób bardziej bulwersujący niż sama sprawa. Dają jasny sygnał o kadrach Samoobrony. Niby wiadomo od dawna, że Samoobrona ma duże problemy kadrowe, ale to co pokazują media to momentami horror. Pojawiają się kolejne doniesienia o kolejnych skandalizujących wyczynach posłów Samoobrony. Trafiony, zatopiony ciśnie się na usta.
Scena polityczna w przeciągu zaledwie chwili, jednym artykułem prasowym zmieniła się niezwykle radykalnie. Prawo i Sprawiedliwość zostało przez tę sytuację praktycznie odcięte od jakichkolwiek perspektyw politycznych. Sondaże wskazują, że Liga Polskich Rodzin i Samoobrona RP mają notowania poniżej progu wyborczego. Jest to oczywiście reakcja na bieżące wydarzenia, ale świadcząca o pewnej tendencji. Polacy po raz kolejny udowadniają, że nie tolerują w polityce afer. Problem w tym, że nie wszyscy potrafią to zapamiętać. Jarosław Kaczyński poniesie pełną odpowiedzialność za koalicję z partnerami, których wiarygodności nie sprawdził rzetelnie.
Jeszcze nie tak dawno PiS starał się odciąć Platformie Obywatelskiej możliwość jakichkolwiek ruchów koalicyjnych. Uwiódł Ligę Polskich Rodzin, co nie było zaskoczeniem ze względu na naturalny pęd obu partii w swoim kierunku ze względu na profil prowadzonej działalności politycznej i zbieżnych stanowisk w wielu sprawach. Jednak koalicja z Samoobroną, partią oskarżaną przed laty przez braci Kaczyńskich o to, ze ma korzenie w Służbach Bezpieczeństwa PRL’owskiej Polski, było czymś jedynym w swoim rodzaju. Ryzykowne, śmiałe i skuteczne. Okazało się, że wyborcy Prawa i Sprawiedliwości są w stanie w jakimś stopniu zaakceptować tę sytuację przyjmując za dobrą monetę tłumaczenia, że do takiej decyzji Jarosław Kaczyński został zmuszony działaniami Platformy Obywatelskiej. Plan iście szatański, bowiem PO stała się samotną wyspą nie posiadającą praktycznie żadnych możliwości koalicyjnych. W opozycji pozostała Platforma, SLD i PSL. Sojusz Lewicy Demokratycznej z powodu afer poprzedniej kadencji nie był partnerem dla PO. Jakakolwiek koalicja w tym momencie nie wchodziła w grę. Tymczasem PSL nie mógł się zdecydować i ostrożnie kokietował raczej Prawo i Sprawiedliwość licząc na przyłączenie się do koalicji. Dużo zmieniły w układzie sił wybory samorządowe. Właściwie niekwestionowane zwycięstwo Platformy Obywatelskiej i ogromna porażka Ligi Polskich Rodzin, oraz Samoobrony, a także udany sojusz PO z Polskim Stronnictwem Ludowym nadał pewną dynamikę krajowej scenie politycznej. Tym niemniej dopiero teraz Platforma uzyskała pełną zdolność koalicyjną. Kompromitacja sojuszników PiS, a co za tym idzie także ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego niszczy wszelkie bariery, szczególnie w kierunku Lewicy, która stara się zorganizować na nowo w postaci Lewicy i Demokratów. Platforma nie powinna się już wstydzić koalicji z żadną z sił politycznych oprócz Ligi Polskich Rodzin i Samoobrony. To te dwie partie przesądzają o braku wiarygodności w oczach wyborców każde kto stara się z nimi rozmawiać.
Prawo i Sprawiedliwość ma teraz dwie możliwości. Może próbować wyciszyć sprawę i utrzymać koalicję pozorując wymuszenie jakiś ruchów mających za zadanie oczyszczenie szeregów Samoobrony z postaci o charakterze patologicznym. Może też zaryzykować rządy mniejszościowe przy wsparciu opozycji w zamian za wcześniejsze wybory. Ta druga opcja wprawdzie ratuje honor polskiej „prawicy”, ale równocześnie prawie na pewno zakończy się porażką wyborczą i to podwójną, jeśli do nowego parlamentu nie weszłyby Samoobrona i Liga Polskich Rodzin.
Dużo zależy od poniedziałkowych wyników testów DNA na ojcostwo Stanisława Łyżwińskiego. Jeśli okaże się, że nie jest ojcem córki Anety K. to koalicja będzie próbowała się w jakiś sposób wybronić z całego zamieszania, oraz podtrzymać pełną kadencję licząc na krótką pamięć wyborców. Jeśli jednak relacje Anety K. zostaną podtrzymane przez wynik dodatni, wtedy Prawo i Sprawiedliwość stanie przed niezwykle trudnymi decyzjami. Może zobaczymy w jaki sposób Jarosław Kaczyński odwołujący się w swoim programie politycznym i retoryce do Boga, religii i konserwatywnych kręgów społecznych wytłumaczy nam jak może akceptować współpracę z ludźmi o tak złej reputacji.
Nie należy się łudzić, że Donald Tusk wysuwając propozycję wobec Prawa i Sprawiedliwości wsparcia rządu mniejszościowego w zamian za rozwiązanie koalicji i wybory na wiosnę sądził, że zostanie ona przyjęta. Chodziło jedynie o zmuszenie Jarosława Kaczyńskiego do publicznej spowiedzi z zakresu filozofii sprawowania władzy. Zgodnie z oczekiwaniami propozycja została odrzucona, dzięki czemu PiS jasno dał do zrozumienia, że bardziej niż „odnowa moralna” interesuje się sprawowaniem władzy nawet brudząc się dalszą współpracą z ludźmi oskarżanymi o wymuszenia seksualne i konotacje ze środowiskami neonazistowskimi. Daje się zauważyć coraz większe problemy w rozgrywaniu podbramkowych sytuacji przez każdego z koalicjantów bez wyjątku. Najgorzej sobie z tym radzi oczywiście Samoobrona jako partia ludzi o niezbyt delikatnym podejściu do otaczającego nas świata. W mojej ocenie Prawu i Sprawiedliwości zabrakło planu awaryjnego, oraz zimnej krwi. Zapowiedź wydania decyzji w sprawie propozycji Platformy Obywatelskiej w poniedziałek dałaby nie tylko czas na przegrupowanie sił i opracowaniu jakiejś spójnej koncepcji, ale także umożliwiłaby podjęcie decyzji w oparciu o wyniki testów DNA Stanisława Łyżwińskiego. Komentatorzy wskazują na śmieszność sytuacji w której cała polska czeka na wyniki testów posła Łyżwińskiego, ale tak naprawdę nie chodzi przecież o ustalenie jego ojcostwa, a o sprawdzian wiarygodności. Jeśli zarzuty Anety K. zaczną się potwierdzać to mogą nie tylko utopić samego zainteresowanego, ale także Andrzeja Leppera. Dzisiaj ustami Ludwika Dorna PiS ograniczył sobie pole manewru.
Marcin Rafałowicz
