Nie taki Lepper straszny jak go malują, czyli okiem optymisty
Andrzeja Leppera można lubić, albo wręcz przeciwnie. Można podziwiać za zmysł polityczny, albo uważać za człowieka, który robi karierę w iście "dyzmoidalny" sposób. Jednego jednak nie można mu odebrać. Sukcesu!
Społeczeństwo ma prawo zapominać o tym, że polityka jest to twarda gra o nie zawsze jasno określonych regułach, która podobnie jak biznes oparta jest na pomyśle, wytrwałości w dążeniu do celu, oraz naturalnie finansowaniu. Wyborcy mają prawo postrzegać politykę wedle kryteriów idealnych: dystyngowani Panowie, najlepiej w angielskim stylu, spierają się w sposób kulturalny debatując nad przyszłością państwa i szczęściem narodu. Politycy, publicyści, analitycy, oraz dziennikarze nie powinni jednak nawet spoglądać w kierunku takiego obrazka. Jestem zdziwiony histerycznymi nieraz opiniami wygłaszanymi przez skądinąd poważnych polityków (pomijam już dziennikarzy, którzy wpadanie w histeryczną przesadę mają niejako wpisane w zawód). No chyba, że owi politycy, wcale nie są tacy poważni, a jedynie udają, że rozumieją zasady gry, chociaż grają już nie pierwszą kadencję parlamentu.
Lepper dokonał tego, co wydaje się niemożliwością. Pokonał dystans od blokad na drogach i wysypywania zboża poprzez salony sejmowe, aż do fotela ministra i wicepremiera. Klasyczna droga człowieka robiącego karierę polityczną nie poprzez "asystentowanie" posłom, czy zaskakujące nominacje z klucza towarzyskiego. Trudno jest mi ocenić, czy Andrzej Lepper dokonał jakiejś poważniejszej analizy rynku społeczno-politycznego i dopiero później w sposób zorganizowany przystąpił do kreowania siebie, a więc produktu przeznaczonego na ten rynek. Można przypuszczać, że raczej była to intuicyjna wiedza, która tak naprawdę większość z nas posiada, ale nie wszyscy czują chęć się z nią bratać.
Lepper skierował swoją uwagę na jedyną niezagospodarowaną część elektoratu, o którą tak naprawdę nikt nie chciał na poważnie powalczyć. Przyczyny tej niechęci są proste. Ci ludzie nie byli uważani za poważną siłę ze względu właśnie na swoją specyfikę. Mówię naturalnie o mieszkańcach byłych PGR'ów, o bezrobotnych w małych miejscowościach, o wszystkich tych, których transformacja wykluczyła poza nawias społeczny. Wykluczyła ich z postępu cywilizacyjnego zamykając ich w szarym, ubogim i nasączonym podłej jakości alkoholem świecie. Nikt się nimi nie interesował, a oni też zapewne raczej nie stanowili wiodącej siły świadomego społeczeństwa obywatelskiego podczas kolejnych wyborów.
Długo trwało zanim Lepperowi udało się ich z tego marazmu w jakiś sposób wyciągnąć. Na pewno w żaden sposób nie polepszył ich życia, ale aktywizował ich politycznie. Zarzuca się Lepperowi, że przewodzi partii wodzowskiej. Partii populistycznej, która pragnie jedynie władzy. A gdybyśmy spojrzeli na to od innej strony?
Wyborcy Leppera są tak naprawdę w stanie zaakceptować tylko partię wodzowską. To ta część społeczeństwa, która potrzebuje przewodnika, który sprawiedliwie, acz z troską pochyla się nad ich problemami i pomaga w razie potrzeby. Naturalnie ten przewodnik powinien być zarówno do nich podobny, jak też stanowić całkowite przeciwieństwo. A kim jest Lepper?
Wykreowany na wywodzącego się z gminu człowiek o z lekka przyciężkiej elegancji wyższego urzędnika państwowego. Starający się naśladować bardziej obytych kolegów w manierach i słownictwie, co najczęściej kończy się katastrofą. Idealny przywódca dla tej części elektoratu. Wręcz wymarzony.
Lepper jest demagogiem, populistą podnoszą się głosy. Drodzy Państwo, a kim miałby być przywódca formacji opierającej swój sukces wyborczy na ludziach, którzy nie rozumieją współczesnego świata? Jak można się obrażać na człowieka, który daje dokładnie to czego Ci ludzie potrzebują: prostych recept na skomplikowane problemy.
Jeszcze za czasów rządów Leszka Millera podnosiły się głosy krytyki dla taktyki oswajania Leppera z politycznymi salonami. Mówiono, że to się nie uda. Lepper miał już na zawsze być chwilowym, acz nieproszonym gościem owych salonów. Wypadek przy pracy, jak zapewne wielu myślało, skądinąd zupełnie absurdalnie.
Odwrócenie się do Leppera plecami jest najgorszą możliwą taktyką jaką tylko można sobie wyobrazić. Dzisiaj Lepper na krześle ministra rolnictwa jest o wiele mniej groźny niż Lepper na ulicy prowokujący awantury z policją. Przeraża mnie absolutna niewiara w system, dla którego to nie może być przecież sytuacja katastrofalna, a jedynie próba. Jeśli jej nie przetrwa to oznacza, że był od początku wadliwy i należy go zmienić!
Z niewiadomych przyczyn poważni ludzie wygłaszają poglądy mające sugerować, że minister Lepper ma jakąś autentyczną od niczego niezależną władzę. Ja postawię może trochę odważną tezę, że Andrzej Lepper jest dzisiaj politykiem w sposób niewyobrażalny w porównaniu z latami ubiegłymi związany i unieszkodliwiony. Leppera ograniczają procedury, oraz prawo, którego łamać już nie bardzo może. Jest wystawiony na widok publiczny już nie jako "pretendent", ale jako sprawujący władzę. Lepper już nie będzie mógł krzyczeć tak głośno jak wcześniej, że on u władzy nie był i dlatego w nim nadzieja.
Jest taka obawa, że rządy Leppera i jemu podobnych skończą się jakąś straszliwą katastrofą. Fakt faktem, że pewien bałagan może potencjalnie stać się czynnikiem obciążającym nasze państwo, ale trudno tutaj doszukiwać się jakiś większych możliwości "psucia". Andrzej Lepper albo dorośnie do szerszego elektoratu, a co za tym idzie będzie musiała ewoluować jego strategia (w tym m.in. poglądy i program), albo zatrzyma się na tym, co ma obecnie. Nie twórzmy jakiś konstruktów wskazujących na możliwość pojawienia się nie wiadomo skąd 20 milionów rozczarowanych bezrobotnych, bo ich liczba jest ograniczona. Partia Andrzeja Leppera w obecnym kształcie wyczerpała na dobrą sprawę możliwości wzrostu. Jeśli zaakceptujemy taką tezę to jej skutkiem jest wniosek, że Andrzej Lepper nigdy nie będzie mógł stworzyć w pełni samodzielnego rządu z zapleczem w postaci większości parlamentarnej.
Dlatego nie bójmy się Andrzeja Leppera, a jedynie patrzmy mu uważnie na ręce głośno mówiąc zarówno o sukcesach jak i porażkach. W gruncie rzeczy Lepper jest oznaką dość dobrze funkcjonującej demokracji, która potrafi asymilować mniejszości polityczne i włączać je niejako do systemu. Obserwujmy, a może nauczymy się czegoś o samym systemie?
Marcin Rafałowicz
