Jałmużna słowna

Dla rządu przed wyborami drogi jest wyborca.

Po wyborach drożeje wszystko inne.

Jean Rigaux 

 

 Dokonując oceny wypowiedzi polityków w okresie kampanii wyborczej, dochodzę do wniosku, iż masowego wyborcę odprowadzi do urn przede wszystkim „wrzaskliwy kondukt intryg, oszustw, zdrad i wszelakich katastrof”.[1] Spin – doktorzy doradzający liderom poszczególnych partii politycznych, główny nacisk położyli na atrakcyjność przekazu, poświęcając na ołtarzu makro – medialności jakiekolwiek wartości merytoryczne. Postępując w myśl zasady, iż „program wyborczy musi być świetnie opakowany, a tego nie da się zrobić bez medialnego show”[2], stworzyli idealne warunki dla zaistnienia czegoś na kształt „pluralistycznej jednorodności”. Pluralizm zewnętrzny objawiający się w wielości i różnorodności partii politycznych, w wersji wewnętrznej stał się ułudą. Ułudą w tym sensie, iż ugrupowania polityczne za program wyborczy w kampanii 2007 roku przyjęły wyłącznie strategie projekcji zagrożenia. Doprowadziły tym samym do zachwiania równowagi pomiędzy szczegółowymi inicjatywami diametralnie odróżniającymi jedne partie od drugich a jednorodnymi, demagogicznymi sloganami głoszonymi przez wszystkie ugrupowania. Konstrukcja przekazów o treściach politycznych opiera się więc w dużej mierze na stereotypowych odwołaniach do kategorii wroga bądź wrogów zewnętrznych, zdemonizowanych do granic absurdu, zgodnie z założeniem, iż „sympatyczny i łagodny wróg nie jest dobrym wrogiem. Wróg powinien być zły i groźny. I mocny. Wystarczająco mocny, by bohaterowi powracającemu z wojny (…) zapewnić chwałę. Jednak mocą nie tak wielką, by uniemożliwić powrót bohatera”.[3]

Zastosowanie tych użytecznych i sprawdzonych mechanizmów psychologicznych, wzmacniających pomiędzy poszczególnymi grupami i warstwami społecznymi więź społeczną opartą na strachu, zaimplikowało wyraźną tendencję przyczynowo - skutkową. Wyborcom w przeważającej mierze podczas dokonywania wyboru towarzyszyć będzie myśl Karla Poppera, iż demokracja nie polega na tym, że można wybrać, ale na tym, że można nie wybrać tej samej partii ponownie. Zwłaszcza, iż wyborca od początku kampanii ustawiony został w roli dokonującego wyboru nie pomiędzy konkretnymi pomysłami zreformowania państwa czy wizjami poprawy szeroko rozumianej sytuacji polityczno – ekonomiczno – społecznej, ale pomiędzy zarzucającymi sobie wzajemne kłamstwo politykami, gładko i pobieżnie szermującymi chwytliwymi hasłami. Program wyborczy przybrał formę pomówień, oscylujących wokół sztucznie wytworzonego i z mistrzowską precyzją podtrzymywanego podziału na Polskę liberalną i solidarną, III RP i IV RP, konserwujących układ i go zwalczających, działających w interesie sił zagranicznych i walczących o silną pozycję Polski na arenie międzynarodowej. Oczywiście rywalizacja, nawet jeśli sztucznie wykreowana, jest niezbędnym elementem skupiającym uwagę powszechnej opinii publicznej. Przychylając się jednak do słów Bertranda Russella uważam, iż winniśmy pilnować, by nie przybierała zbyt szkodliwych form[4], tak jak ma to miejsce teraz, gdy zamiast walki na argumenty, mamy do czynienia z brutalną psychomanipulacją. „Niestety, w dobie kolejnych wychodzących na światło dzienne afer politycznych, (…) ginącym zjawiskiem stała się dbałość o rzetelność, której miejsce zajęło wzrastające w swej drapieżności dążenie do podgrzewania atmosfery poprzez tworzenie wirtualnych faktów”.[5] W walce o zdobycie kolejnych głosów poparcia spin - doktorzy uciekli się do metody manipulacyjnej nagonki. Zwłaszcza celują w tej taktyce Adam Bielan i Mariusz Kamiński, usiłując z konsekwencją godną podziwu i z dużym powodzeniem, zaszczepić w umysłach wyborców słowo układ wraz z jednoznacznie rozumianym schematycznym jego objaśnieniem. Układ tworzą więc ludzie ze środowiska postkomunistycznego, konserwować ma go zaś Tusk, który zgodnie z insynuacjami Jarosława Kaczyńskiego zamierza walczyć nie z korupcją i przestępczością, lecz na rzecz jej istnienia. Odwołanie się przez premiera do zjawiska kategoryzacji niesie za sobą negatywne dla pozostałych partii konsekwencje w postaci akcentuacji (podkreślania różnic między Pis-em a resztą partii w oparciu o kryterium bezwzględności w walce z przestępczością pociąga za sobą skłonność do akcentowania różnic pod innymi względami, m.in. wartości, stylu życia, poglądów politycznych na inne kwestie). Faworyzowanie grupy własnej, ujednolicenie obrazu członków innych grup politycznych oraz krańcowy błąd atrybucji nabierają niebagatelnego znaczenia dzięki zastosowaniu efektu wzmocnienia. Uporczywe forsowanie tej samej tezy może skutkować więc sprzężeniem zwrotnym w postaci ponownego wyboru PiS. Stanowiłoby to potwierdzenie skuteczności zastosowanego przez premiera „apelu moralnego”. Zwłaszcza, iż ci, których ‘dotąd umysł nie zaznał pracy”[6], łatwo mogą ulec tego typu zabiegom manipulacyjnym, gdyż „rozważanie nie mieszka w głowie tych, którzy nie myślą”[7]. Ich raczej nie przekona spokojna replika Donalda Tuska, „iż to, że platforma marzy o koalicji z Lid, jest czysto marketingowym wymysłem Pis”[8].

Tym, czego nie można odmówić sztabowcom Prawa i Sprawiedliwości jest pomysłowość i nowatorskie podejście do zagadnienia realizacji spotów wyborczych w konwencji „mikrokrótkometrażowego” filmu sensacyjnego. Zarzucenie typowych, dla przeciętnego wyborcy niejednokrotnie nudnych i niezrozumiałych bądź też mało wiarygodnych konstrukcji na rzecz dynamicznych, opierających się na dwubiegunowym schemacie biało – czarne, okazało się celną taktyką deklasującą przeciwników politycznych. Ci pozostający o cale lata świetlne w tyle, okazali się zwolennikami typowej komunikacji z elektoratem w wersji z liderem odczytującym propagandowe idee w roli głównej, zbyt manifestacyjnie tworzącym piramidę z rąk. Owo zapóźnienie starała się nadrobić Platforma Obywatelska, jednak jej spot stanowi już tylko klon pierwowzoru ze słynnym sformułowaniem „mordo ty moja”. Warta jednak dostrzeżenia pozostaje błyskawiczna reakcja sztabu PO, karykaturującego całą sytuację poprzez odwrócenie ról.            

Kolejnym elementem współkształtującym podjęcie decyzji przez wyborców są debaty polityczne, dzięki którym co wnikliwsi obserwatorzy mogą wywnioskować, iż „nasi politycy to amatorzy z zarobkami zawodowców”[9]. Mimo, iż „najważniejszą przesłanką wiarygodnej analizy rzeczywistości jest posługiwanie się rzetelnymi źródłami wiedzy o niej”[10], jednak, dziennikarzy, jak i polityków charakteryzuje coraz wyraźniejsza tendencja do ocen naskórkowych, zgodnych z sądami obiegowymi. Przedstawiciele elity władzy działają z reguły w oderwaniu od wiedzy, na zasadzie doraźnej politycznej kalkulacji”[11]. Prawda bowiem nie jest celem politycznym, to wartość proceduralna. Inklinacja prawdy przez duże P[12] skutkowałaby tym, iż reformy, które są potrzebne do wdrożenia określonych założeń, stałyby się niemożliwe do zrealizowania ze względu na brak akceptacji społecznej. Toteż nie dziwi z jednej strony unikanie przedstawiania powszechnej opinii publicznej wszystkich faktów. Jednak praktyka ta zyskała w debatach politycznych swoje złowrogie wynaturzenie w postaci karmienia słuchaczy, przy dużej winie mediów, kłamstwami, opatrzonymi niejednokrotnie cytatami z Biblii[13]. Nie pozostaje mi nic innego, jak przychylić się do zdania autora książki Demokracja, indywidualność, relatywizm, iż praktyka ta, służąca usprawiedliwieniu działań instrumentalnych, jest moralnie wątpliwa, zwłaszcza, że „głośniki wzmacniają glos, ale nie argumenty”[14].           

Domyślam się, iż na podjęcie ostatecznej decyzji przez elektorat mają również, choć w mniejszym stopniu, spektakularne transfery polityków, ostentacyjnie oświadczających, iż nie mogą dłużej ukrywać jakieś prawdy. Kategoria prawdy stała się powszechnie stosowanym usprawiedliwieniem mającym zneutralizować złe wrażenie, iż „typowy polityk (to) mężczyzna po przejściach – z partii do partii”[15]. Zasłanianie się prawdą, jako tym determinantem, który doprowadza do ujawnienia „haniebnych praktyk” stosowanych przez kolejne ekipy rządzące, to istna zasłona dymna. Przypuszczam, iż żaden z ówczesnych polityków nie zdecydowałby się na ujawnienie podobnych spraw, gdyby nie został usunięty z partii, pozbawiony przywilejów, bądź realnej szansy na ich utrzymanie. Prawda objawiana na kolejnych konferencjach prasowych, podczas wywiadów prasowych, happeningów politycznych czy w napisanych przez polityków książkach stanowi więc w przeważającej mierze maskę przykrywającą oblicza pełne hipokryzji.           

Podsumowując. „Partie polityczne nie stawiają dziś sobie pytania, czy ich program jest rozsądny, lecz czy jest atrakcyjny”. Wskaźnik atrakcyjności wzmacnia zaś instrumentalne posługiwanie się hasłami walki o idee równości społecznej, powszechnego dobrobytu, równości wobec prawa przy jednoczesnym gloryfikowaniu państwa i mądrości narodu. Ta istna jałmużna słowna, która ma na celu wypełnienie pustki, zminimalizowanie rażącego dystansu pomiędzy rządzącymi i rządzonymi pełni złudną funkcję sugerującą o bliskości celów polityków i wyborców. Jeśli spojrzeć jednak na kategorię państwa, można mówić raczej o celach rządzących. W końcu „państwo” to abstrakcja, nie odczuwa przyjemności ani bólu, obce mu są nadzieje czy obawy; to, co wydaje się nam jego celem, jest w istocie celem jednostek, które nim kierują. Kiedy pomyślimy w kategoriach konkretnych, a nie abstrakcyjnych, okaże się, że „państwo” to w istocie ludzie posiadający więcej władzy, niż przypada większości śmiertelnikom. Gloryfikowanie „państwa” okazuje się, więc gloryfikacją rządzącej mniejszości. Żaden demokrata nie będzie tolerować tak rażąco niesprawiedliwej teorii”[16].    

Monika Gmurek 

 


 

[1] W. Shakespeare, Król Lear, przeł. St. Barańczak, ‘W drodze’, Poznań 1992

[2] M. Krzymowski, R. Pleśniak, Taniec z posłami, Wprost, nr 38, 23 wrzesień 2007

[3] Ch. Nills, Dogodna ilość przestępstw, str.48

[4] B. Russell, Władza i jednostka, „Książka i Wiedza”, Warszawa 1997

[5] M. Gmurek, Oskarżenie na zamówienie. Medialno – polityczny układ w przedstawianiu przestępczosci zorganizowanej, (praca magisterska),Warszawa, czerwiec, 2007

[6] W. Shakespeare, Zimowa opowieść, przeł. M. Słomczyński, Wydawnictwo ‘Zielona Sowa’, Kraków 2001

B. Russell, Władza i jednostka, „Książka i Wiedza”, Warszawa 1997

[7] W. Shakespeare, Król Lear, przeł. St. Barańczak, ‘W drodze’, Poznań 1992, str. 99

[8] D. Tusk, Nie będę miał oporów, by objąć tekę premiera, Rozmowa z Donaldem Tuskiem, przewodniczącym Platformy Obywatelskiej, Wprost, nr 42, 21 pazdziernik 2007

[9] Żarko Petan

[10] M. Jarosz, Władza, korupcja, przywileje, Warszawa 2004, str.250

[11] Tamże, str.251

[12] Nawiązanie do slów Hannah Arendt

[13] Majchrzak

[14] Hans Kasper

[15] Stanisław Fornal

[16] B. Russell, Władza i jednostka, „Książka i Wiedza”, Warszawa 1997, str.121