Igrzyska Olimpijskie 2008 - barbarzyńcy brukają ideę

Przyznanie przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski zaszczytu przygotowania i poprowadzenia Igrzysk Olimpijskich w 2008 roku Chinom od początku budziło kontrowersje i uznawane było za decyzję o podłożu stricte politycznym. Jednak to nie Chiny zapewniły tegorocznej olimpiadzie wpis do historii z ogromnym wyróżnieniem (in minus).

Chiny Ludowe organizują igrzyska
Komunistyczne Chiny mające na sumieniu krwawe stłumienie demonstracji studenckich i wydarzenia na placu Tiananmen w 1989 roku, stosowanie represji wobec dysydentów, prowadzenie obozów pracy dla więźniów politycznych, prowadzenie zbrodniczego programu kontroli urodzin (przymuszanie do aborcji i sterylizacji), a wreszcie okupację Tybetu były oceniane jako kandydat delikatnie mówiąc kontrowersyjny. Prawdopodobnie o decyzji przyznania Chinom Igrzysk Olimpijskich zdecydował m.in. pogląd o potencjalnie pozytywnym wpływie na przemiany w Chinach jaki może przynieść przeprowadzenie w Pekinie tego największego na świecie święta sportu. Chiny ostatecznie otrzymały igrzyska i nie zawiodły w oczekiwaniach na skandal. Brutalne stłumienie zamieszek w Tybecie w okresie przygotowań wzbudziło dyskusję, co do postawy jaką powinni zaprezentować światowi przywódcy i olimpijscy sportowcy.

Trzeci totalitarny organizator igrzysk
Środowiska walczące o prawa człowieka, oraz zabiegające o uwagę opinii światowej odnośnie okupowanego Tybetu podnosiły kwestię zachwiania się idei olimpijskiej mającej być przecież głosem na rzecz demokracji, tolerancji, poszanowania praw człowieka i pokoju na świecie. Igrzyska w 2008 roku porównywane są do berlińskich w 1936 otwieranych przez Adolfa Hitlera, oraz do moskiewskich z 1980 roku.  Jest to trzeci przypadek, kiedy kraj prowadzący politykę zbrodniczą i mający charakter totalitarny jest gospodarzem igrzysk.
Chińczycy starali się zachwycić świat, aby zdjąć z siebie odium brutalnego barbarzyńcy i przynajmniej częściowo im się to udało. Otwarcie zostało zorganizowane z rozmachem, a obiekty sportowe zachwycają. Państwu Środka jak na razie udaje się pokazać swoją nowoczesną i cywilizowaną twarz.

Pokojowa rywalizacja
Współczesne igrzyska olimpijskie odwołują się w swojej formule i idei do tych starożytnych. Na pierwszym miejscu stawia się uczciwą rywalizację pomiędzy zawodnikami, która ma przebiegać pod okiem bezstronnych sędziów. Zwycięzcy dekorowani są zgodnie z tradycją grecką wieńcami z gałęzi oliwnych. Grecy przestrzegali także, jeszcze jednej ważnej zasady. Otóż na pewien czas przed igrzyskami, oraz w ich trakcie ogłaszano panowanie tzw. bożego pokoju, co zobowiązywało wszystkich uczestników olimpiady do zaprzestania działań wojennych na ten czas. Warto zauważyć, że jednym z symboli współczesnej olimpiady jest śnieżnobiały gołąb, który jest ogólnoświatowym znakiem pokoju i współpracy. Można oczekiwać, że także współcześnie czas ogólnoświatowej pokojowej rywalizacji sportowej to równocześnie czas powstrzymania się od prowadzenia wojen. Jest to nie tylko idea abstrakcyjna, ale także czysto praktyczna. Trudno bowiem sobie wyobrazić, aby nastrój pokojowego współzawodnictwa opartego na zasadach fair play był możliwy w przypadku sportowców pochodzących z krajów, które w tym samym momencie prowadzą ze sobą aktywnie wojnę. Przykładem ilustrującym wybuchowy potencjał takiej sytuacji niech będzie casus pojedynku węgiersko-rosyjskiego w piłce wodnej na olimpiadzie w 1956 roku, kiedy to pojedynek zakończył się krwawą bijatyką.
Tymczasem wbrew najśmielszym oczekiwaniom jedno z wielkich państw aspirujące do odzyskania pozycji supermocarstwa złamało tę świętą zasadę olimpijską wywodzącą się jeszcze z czasów starożytnych greków.

Rosjanie pokazują pazur
W dniu otwarcia igrzysk Federacja Rosyjska zbombardowała terytorium Gruzji w odwecie za wprowadzenie wojsk do Południowej Osetii pozostającej od początku lat 90’tych ubiegłego wieku poza kontrolą Tbilisi. Ta zbuntowana prowincja ogłosiła w 1991 roku niepodległość, co nie zostało jednak uznane przez społeczność międzynarodową. Południowa Osetia traktowana jest jako integralna część terytorium Gruzji.
Casus Kosowa zachęcił samozwańcze władze zbuntowanej prowincji do agresywniejszych działań w kierunku całkowitego oderwania się od macierzy i w dalszej perspektywie przyłączenia do Federacji Rosyjskiej. Armia gruzińska podjęła próbę zbrojnego przejęcia władzy w Osetii Południowej. W tym właśnie momencie wkraczają na scenę Rosjanie, którzy krzycząc o niesieniu pomocy humanitarnej brutalnie bombardują terytorium Gruzji. Do wojny przyłącza się druga zbuntowana prowincja - Abchazja, także wspierana politycznie i militarnie przez Rosję. Szacowana liczba ofiar przekracza 1500 osób. Federacja Rosyjska twierdzi, że jedynie zdecydowała się bronić swoich obywateli z Osetii Południowej, gdzie znacząca część ludności posiada paszporty rosyjskie.

Kto wywołał wojnę?
Powstaje pytanie o działania zbrojne poza terenem spornym. Bez względu na ocenę postępowania Gruzinów należy jasno zaznaczyć, że Osetia Południowa w świetle prawa międzynarodowego nie jest odrębnym, samodzielnym państwem. Stanowi integralną część terytorium gruzińskiego, co oznacza, że interwencja Tbilisi stanowi wewnętrzną sprawę tego kraju. Bez względu na rosyjskie sympatie dla separatystów trudno jest bombardowanie Gruzji nie uznać za akt agresji, akt wojny wobec suwerennego państwa.
Oznacza to nie mniej i nie więcej, jak to, że Rosja wypowiedziała wojnę Gruzji i prowadzi dynamiczną i agresywną akcję zbrojną na jej terytorium.

Barbarzyńcy z Moskwy
Powstaje pytanie o moralną postawę władców Moskwy, albo raczej o pochodzenie mentalności pozwalającej na taką politykę. Czy można w tym kontekście uznawać dalej Rosję za kraj europejski? Czy to są europejskie tradycje i wartości? Wydaje się, że odpowiedź w obu przypadkach jest jednoznaczna i negatywna dla Federacji Rosyjskiej. Ten niebezpieczny kraj rozciągający się w swojej większej części na ogromnych obszarach Azji nie przejawia myśli europejskiej zarówno w polityce czasów pokoju (m.in. traktowanie handlu surowcami energetycznymi jako narzędzia wpływu politycznego) jak i wojny. Jeśli nie zaakceptujemy tego niewygodnego faktu to drogo nam w przyszłości przyjdzie za to zapłacić. Nie jest wszystko jedno z kim się robi interesy w obszarze handlu surowcami energetycznymi, czy prowadząc politykę międzynarodową. Na tym tle częściowo prorosyjska postawa części sceny politycznej Niemiec oskarżającej Gruzję o wywołanie konfliktu jest wyjątkowo kontrowersyjna. Niemcy mają historyczną skłonność do bratania się z Rosjanami, o czym boleśnie my Polacy mieliśmy się okazję nie raz przekonać. Współczesna polityka naszego zachodniego sąsiada (także w ramach Unii Europejskiej) wskazuje, że te współzależności i pragnienie flirtu są cały czas aktualne. Świadczy o tym inicjatywa rurociągu północnego, a obecnie postawa znaczącej części establishment’u niemieckiego wobec konfliktu gruzińskiego.

To już kiedyś było
Rosjanie w czasie olimpiady w 1956 roku dokonali interwencji militarnej w ogarniętych rewolucją Węgrzech. Mają więc już pewne tradycje tego typu olimpijskich postaw. Należy jednak dodać, że akurat czas ówczesnej olimpiady był bardzo trudny. W tym okresie nie tylko Rosjanie zgrzeszyli przeciwko idei pokoju bożego. Kryzys Sueski, a więc interwencja brytyjsko-francusko-izraelska w regionie kanału sueskiego spowodowała, że m.in. Egipt, Irak i Libia w ramach protestu nie wysłały swoich przedstawicieli na święto sportu.
Ciekawostką jest to, że Rosjanie tłumaczą swoją inwazję na Gruzję chęcią obrony swoich obywateli. Podobnej argumentacji używał Adolf Hitler w latach ‘30tych dążąc do zaanektowania terytoriów europy środkowo-wschodniej.

Igrzyska trwają, a krew płynie
W obliczu wojny igrzyska olimpijskie ze swoją ideą „dni pokoju” pochodzącą z czasów starożytnych nie zostały przerwane. Reprezentacje Rosji i Gruzji znajdują się w Pekinie. Pokojowe święto całego świata zostało brutalnie zbrukane, a sama sportowa rywalizacja zohydzona. Wielu ludzi oglądając zmagania rosyjskich sportowców będzie widziało płonące gruzińskie miasta. Tę sytuację warto ocenić jednoznacznie z punktu widzenia moralnego. Rosja dokonała obrzydliwego aktu barbarzyństwa. Jednak tym razem nie tylko gwałcąc kolejnego kaukaskiego sąsiada, ale także wymierzając siarczysty policzek społeczności międzynarodowej. Każdy występ rosyjskiej reprezentacji będzie kolejnym upokorzeniem dla całego świata i plamą na godności całej ludzkiej społeczności. Warto o tym pamiętać oglądając relacje z Pekinu.

Oczekiwania
Brak reakcji ze strony Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, albo samych uczestników olimpiady źle wróży przyszłości dla święta sportu. Oczywistym jest to, że olimpijskie zmagania obrosły w otoczkę komercji i w tej chwili patrzy się na nie także (a może przede wszystkim) przez pryzmat pieniędzy jakie płyną od reklamodawców i ze sprzedaży towarów okolicznościowych. Wydaje się jednak, że powinniśmy oczekiwać od MKOl zdecydowanej reakcji w postaci np. odsunięcia reprezentacji Federacji Rosyjskiej od zmagań sportowych. Gruzini zastanawiają się czy nie wycofać swoich sportowców. Jeśli zdecydują się wrócić do domu, a Rosjanie pozostaną zdobywać medale to będzie to największy skandal w historii współczesnych igrzysk olimpijskich, który całkowicie skompromituję ich ideę. Może czas zrezygnować z symboliki białego gołębia i uczciwie powiedzieć, że tak naprawdę chodzi o pieniądze?

Marcin Rafałowicz