Afera "gruntowa" jako inwestycja wyborcza
Ludzie zważają w tej samej mierze na pozory, co na rzeczywistość, a często nawet pozory są dla nich ważniejsze od rzeczywistości
Niccolo Machiaveli
Prezydent odwołując na wniosek premiera Jarosława Kaczyńskiego wicepremiera i ministra rolnictwa Andrzeja Leppera w imię walki z korupcją, jednocześnie narzucił hasło przyszłej kampanii wyborczej i główny temat debaty politycznej. Konsekwencją tego kroku będzie nasilenie kampanii negatywnej, gdzie próbę merytorycznego objaśnienia tzw. afery gruntowej przesłoni walka na słowa, w której wysoce użyteczną funkcję będą pełnić kalumnie i obelgi. Język jadu i strachu posłuży opozycji do gnębienia politycznego przeciwnika w celu promowania własnej osoby i swojej partii politycznej w imię odsunięcia przestępców i aferzystów od władzy, pod których rządami Polska miała osiągnąć „dno moralne”. Jednocześnie prowadzona wobec premiera Jarosława Kaczyńskiego i istniejącej koalicji medialno – polityczna nagonka, skutkować będzie sztucznym podtrzymywaniem jej przy życiu, gdzie funkcję respiratora będzie paradoksalnie pełnić właśnie opozycja. Zarówno PiS, jak i LiS trwać będą tak dugo, jak długo będzie wymagał tego „interes Polski”. W końcu Jarosław Kaczyński oraz Andrzej Lepper uważają siebie za poważnych polityków, którzy ponad osobiste urazy wynoszą „dobro państwa”. Zdecydują się więc na wzajemne tolerowanie w imię nie oddania władzy w ręce ludzi nieodpowiedzialnych, którzy okazują się mali zarówno w sferze intelektualnej, jak i moralnej[1].
Toteż demagogia i populizm staną się wyznacznikami przyszłej debaty politycznej, w której hasła „dbania o Polskę” wplecione będą w sieć wzajemnych pomówień. Najpewniej tę rundę słownych „pyskówek” wygra ta opcja polityczna, której przedstawiciele lepiej będą oddziaływać na świadomość wyborców w stworzonym przez siebie show. Dzięki niemu niektórzy z polityków Samoobrony zapewnią sobie przedłużenie politycznej agonii.
Z drugiej strony – ujawnienie potencjalnych nieprawidłowości w resorcie rolnictwa i budownictwa należy rozpatrywać w kategoriach korzyści politycznych dla poszczególnych partii. Po pierwsze dlatego, iż uwaga wyborców odwrócona zostanie od tych kwestii, z którymi ówczesna władza nie potrafi sobie poradzić lub których rozwiązania, wbrew deklaracjom politycznym, nie podjęła się. W rezultacie w rzeczywistości IV RP, gdzie dzień bez afery to dzień stracony, politycy PiS-u wykorzystując medialne, a przez to najbardziej oddziałujące na świadomość społeczną kwestie, promują samych siebie. Jednocześnie firmują środowisko polityczne, którego są reprezentantami.
Po drugie - polityka premiera, może przynieść sukces wyborczy jego politycznemu zapleczu – PiS-owi. Fakt, iż Jarosław Kaczyński okazał się bezkompromisowy w walce z nadużyciami ze strony urzędników państwowych i że ryzykował utratę większości parlamentarnej w Sejmie, może okazać się nie tyle pokerem królewskim, ale chociaż stritem w kolorze. Wcześniejsze wybory, jeśli miałyby miejsce, niekoniecznie muszą przynieść porażkę polityczną tej partii. W społeczeństwie może narastać przekonanie, iż mimo politycznych konsekwencji jakie mogła przynieść dymisja Andrzeja Leppera, premier zdecydował się na jego usunięcie z rządu w imię wyższych wartości. Wartości, które uosabia prawo, sprawiedliwość i dobro Polski. Nawet jeśli PiS przegra wybory i pozostawanie w opozycji, piętnowanie działań nowej władzy może okazać się skuteczną zagrywką w celu zapewnienia reelekcji dla Lecha Kaczyńskiego.
Po trzecie – warto zwrócić uwagę na fakt, iż słowo korupcja zyskało nowy wymiar, awansując do czołówki „sił zła” uosabianych przez „siły szatańskie”. Spowoduje to, iż wyborca podczas najbliższych wyborów bombardowany będzie ponownie równie abstrakcyjnymi koncepcjami zwalczania przejawów tego zjawiska. Kolejne zaś sugestie o możliwości zaostrzenia przepisów kodeksu karnego wobec osób dopuszczających się nadużyć w czwartej sferze polityki, nieoczekiwanie mogą przyczynić się do pozyskania nowych zwolenników dla obecnie rządzącej partii. Zwłaszcza, iż już raz zastosowana podobna metoda promowania bezkompromisowej i surowej polityki karnej przez PiS, stała się jednym z fundamentów sukcesu tej opcji politycznej w wyborach 2005 roku.
Warta także podkreślenia jest socjotechniczna tendencja do nadużywania kombinacji słów „walka z korupcją, z przestępczością, z nadużyciami”. Odnoszę wrażenie, iż zabrakło w słowniku polityków słowa „zapobieganie czemuś”. Jednak najprawdopodobniej przeciwdziałanie samo w sobie nie jest tak atrakcyjne, jak bardziej dostrzegalna i medialna, a przez to namacalna walka z „siłami szatańskimi”. Zapewne stanowi ona skuteczniejszą odpowiedź polityków na społeczne zapotrzebowanie na sprawiedliwość. Jest to zresztą coraz bardziej widoczne w ich zapowiedziach co do materii konstrukcji przyszłych spotów wyborczych, w których pierwszorzędną rolę mają odegrać Taśmy Berger czy Gudzowatego. Jednocześnie partie polityczne, prześcigając się już teraz w tworzeniu wirtualnych koncepcji walki z korupcją, budują swój kapitał polityczny żerując na łatwowierności odbiorców. W końcu siłą polityków jest głupota i naiwność wyborców. Systematyczne podtrzymywanie ich w przeświadczeniu, iż czymś wręcz nienaturalnym jest współistnienie obok sfery publicznej, prywatnej i społeczeństwa obywatelskiego czwartej sfery polityki, której „istotą jest wykorzystywanie środków publicznych przez podmioty publiczne w celach prywatnych” [2], czyni z nich łatwy łup polityczny. Toteż politycy podczas najbliższej kampanii wyborczej pominą fakt, iż zachowania przestępcze są naturalnym i nieodzownym elementem funkcjonowania społeczeństwa, mamiąc przy tym propozycjami całkowitego wyplenienia tych zjawisk. Zwłaszcza, iż niewiele pozostaje już tak medialnych spraw, dzięki którym mogą oni wypłynąć i sfer, w których, choćby nawet iluzorycznie, mogą jednak działać z korzyścią dla własnego wizerunku. Warto jednak zauważyć, iż prowadzenie bezwzględnej i surowej polityki, tym razem pod sztandarem walki z korupcją, uderzałoby w zasadność istnienia wielu instytucji państwowych, wymiaru sprawiedliwości, a w dalszej konsekwencji samych partii politycznych. Dostrzegając to niekorzystne uwarunkowanie politycy zapewne będą kamuflować powyborcze odejście od szczytnych ideałów, uciekając się do oskarżeń wystosowanych pod adresem opozycji. Ta bowiem obwiniana o zawiązanie rzekomego spisku dla obrony III RP, stanie się kozłem ofiarnym pomawianym o skuteczne hamowanie przeprowadzenia oczyszczenia państwa z patologii społecznych.
Po czwarte – powstanie nowej partii politycznej LiS, w samej swej nazwie stanowiącej karykaturę dla PiS, jest sygnałem o konsolidacji opozycji w koalicji. Chociaż trudno przesądzać o jej sile politycznej, tak teraz, jak i w przyszłych wyborach parlamentarnych, należy dostrzec, iż będzie ona pełnić rolę swoistego „języczka u wagi”. Mimo iż nie można wnioskować, że poparcie wyrażone w dotychczasowych wyborach będzie przekładało się w prosty sposób na sumę poparcia dla tego nowego tworu politycznego, jednocześnie nie można wykluczyć, iż uda się mu przekroczyć 5 -procentowy próg wyborczy (przy założeniu, że LPR i Samoobrona nie tworzą koalicji, a nową partię polityczną). Ponadto obaj liderzy łechtając ego premiera i twierdząc z całą stanowczością, iż Jarosław Kaczyński został wprowadzony w błąd co do udziału Andrzeja Leppera w całej aferze korupcyjnej, stwarzają dla niego szansę zażegnania kryzysu politycznego. Tym samym zapewniają i sobie przetrwanie na scenie politycznej. Jednocześnie deklarując wzajemne poparcie w najbardziej newralgicznych kwestiach (m.in. traktatu reformującego UE), przy dalszym trwaniu koalicji, mogą przyczynić się do usztywnienia stanowiska Polski na arenie międzynarodowej i rzutować na uwstecznienie polityki wewnątrz państwa.
Podsumowując. Warto zauważyć, iż „w demokracji większość wysiłków wszystkich partii idzie na udowodnienie, że inne partie nie potrafią rządzić. A przecież to oczywiste”[3]. Jednak stawką, o którą grają politycy są głosy wyborców. Im większe oburzenie opinii publicznej, im większa afera medialna, tym więcej do zyskania. W końcu „w polityce cała sztuka polega na tym, aby mieć dobre oczy i umieć wykorzystać ślepotę innych”[4] oraz ich niewiedzę i naiwność.
Powinniśmy jednocześnie zauważyć, iż nadużywanie stwierdzeń o działaniu w imię szeroko pojmowanego „interesu Polski” nosi posmak hipokryzji, a dostrzeganie na każdym kroku „twarzy szatańskich” trąci już schizofrenię. Jednakże uzmysłowienie sobie tego faktu może umknąć wyborcom, gdy kolejne spektakularne doniesienia uniemożliwiają im dłuższą i wnikliwszą refleksję nad tymi kwestiami. Zwłaszcza, iż „polityczny dreszczowiec” z każdym dniem poraża zawiłością wątków. Pytanie nasuwa się więc jedno. Czy ich rozwikłanie będzie również zawieszone w próżni jak podjęcie decyzji o trwaniu bądź nietrwaniu koalicji? Rozwiązanie zagadki w ciągu najbliższych dwóch lat.
Monika Gmurek
[1] Wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego o opozycji
[2] Szerzej patrz K. Kozłowski, Polityka jako przestępczość zorganizowana, w: Metafory 4, red. B. Kaczmarek, str. 239 - 251
[3] Vaclaw Havel
[4] Emil Zola
